Potknąłem się wczoraj — o trawę.
Spacerowałem wzdłuż rzeki. Zapach świeżo skoszonej trawy unosił moje myśli wysoko, daleko. I w tym zamyśleniu nagle zahaczyłem o chaszcze, i z tego zamyślenia w te chaszcze upadłem.
Gdzie? Tam, na końcu osiedla.
Tam, gdzie się kończy działka, gdzie się z nią kończy pielęgnacja zieleni.