Północna ściana. Mech rozpostarł się na całej jej połaci, pławi się w jej wilgoci i chłodzie. Nikt nie wchodzi mu w drogę. Jest gęsty i syty.

Nadszedł czerwiec, słońce sięga najdalszych fragmentów horyzontu. Przez krótkie dwa tygodnie wąskim pasem zajrzy w okna pobliskiego biurowca.

Dwanaście minut dziennie odbijające się promienie wypalać będą łodyżki mchu na niewielkim poletku na obrzeżach ściany. Mech wyschnie, zżółknie.

Poczeka — to tylko dwa tygodnie. Za chwilę ściana znów będzie należeć do niego.